Archiwum kategorii: Słowo proboszcza

Od dzisiaj każdy nazywa się Sośnicowice

Parę stacji przybitych krzyżem do parkowego, starego drzewa, które pamięta każdy śmiech i słowo powiedziane w jego cieniu.
Droga…taka inna bo Krzyżowa..z płaczem ,Weroniką i Szymonem tym z Cyreny. I Maryją, która jak cień snuje się za Synem…słaniając z bólu. Wyszła z naszego sośnicowickiego kościoła tak na chwilę , by być przy Synu. I ukradkiem patrzymy na górującą nad nami wieżę naszej świątyni ..świadectwo naszej wiary i przodków żyjących kiedyś na tej ziemi. Ruszamy..blisko jeden obok drugiego jak na jarmarku, bo przecież jesteśmy jedną rodziną z rozwartymi ramionami dla każdego kto pragnie tu żyć.
Zawsze blisko Boga ,który rozpoznaje nas zawsze kiedy przechodzimy na drugą stronę po charakterystycznym drzewku sośnie z naszych lasów którą taszczymy ze sobą na wieczne święta. My ludzie tej świętej ziemi….
Napisałem w rozważaniach które czytaliśmy w czasie drogi”Taki bezradny , a jednocześnie taki Mój” widząc Ciebie „Kulę się, zawijam w płaszcz” i tak ruszam w drogę…Najpierw do poszczególnych stacji a potem?…..
Święta Krwi Chrystusowa-obmyj mnie z brudu którego codziennie dotykam..zostaw czerwony ,niedoprany ślad Twojej miłości na zwykłej chusteczce do łez
Wodo z boku świętego- zwilżaj moje wyschnięte niepotrzebnym gadaniem usta, by służyły tylko Tobie
Przebita ręko- naucz mnie czynić dobro pięcioma palcami
Święta stopo- podaruj siedmiomilowe buty mknące zawsze do dobra
Jezusowe Serce- nie wycięte z papieru ,ale stworzone do prawdziwej miłości..naucz nas mocno kochać…
Krzyżu mojego Pana kiedy zabraknie mi sił stań się laską podpierającą moje życie
I gwoździe Jezusowe- mocniej..mocniej wiążcie z drzewem
Pocie Jezusowy- przypominaj mi zawsze o tym, że dobro w życiu dużo kosztuje i wymaga mojego potu i wyrzeczenia
Jezu patrzący na nas z nieba kochaj zawsze moich Parafian…bądź z nimi…..nami..
mg
Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby i na świeżym powietrzu

Kilka kropel łez na zwykłej szybie….

Łapię się za głowę…ogrom tematów , które porusza dzisiaj cicha przypowieść o synu marnotrawnym.
Niby spokojny dom a jednak….
Odejście dziecka i zazdrość drugiego syna…
Dobroć Ojca i miłosierdzie Boga…pewnie wytrawny kaznodzieja,
by dodał jeszcze parę.
Można by i bardziej nowocześnie jak to nie dziecko opuszcza dom , ale jedno z rodziców oznajmiając wszem i wobec, odchodzę, wypaliło się, rozpoczynam nowe życie…nie zważając na nic i nikogo. A potem psycholog jeszcze taką decyzję podtrzyma ,bo przecież nie możesz być workiem treningowym, a przysięga?E tam dzisiaj żyje się według innych wartości…Gdyby dzisiaj nasz Pan głosił Królestwo to pewnie i taką wersję z nami by przerobił.
Popatrzmy na głównych bohaterów dzisiejszego Słowa…
MARNOTRAWNY SYN takich dzisiaj na pęczki. Zostawiają wszystko i wszystkich choć jest i przeciwwaga takich , którzy od mamy nigdy się nie wyprowadzą bo gdzie im będzie lepiej. Ten jednak zabrał pieniądze , bo mu się należały i poszedł w świat.I bolało serce rodzica a co miał zrobić? . Może i ktoś wie jak to jest? Był zawsze inny, wszystko robił po swojemu. Drażniła go wiara rodziców ..tacy staroświeccy i zacofani…Wstydził się ich…I swoją wyniesioną z domu wiarę rzucił w kąt, tylko przeszkadzała. Resztę znamy. Po raz pierwszy zaczął się bać kiedy zauważył pustą szkatułkę….koniec sielanki rozpoczęło się brutalne życie….
Ale jego ojciec spoglądał w okno wierząc, że kiedyś wróci…Zatęskni do domowego chleba i stołu przy którym siadali..
I w końcu jak w dobrym serialu gdzie wszystko kończy się szczęśliwie wrócił z opuszczoną głową. Był innym człowiekiem. Przede wszystkim przeprosił…
I to można zrobić różnie:
Tak półgębkiem, by nikt nie usłyszał…zamarudzić…
Na niby…bo w sercu zostało stare.
Ze złością masz wreszcie czego chcesz..przepraszam! I daj mi spokój…
I na serio z sercem na dłoni..Patrz jest brudne moim odejściem proszę oczyść je swoim przebaczam..więcej nie mogę. Zgrzeszyłem, nie jestem godzien nazywać się Twoim synem…I przyjął Ojciec jego słowo i łzy, które tym razem zmieszały się na ich policzkach. Przytulił go jak dawniej. Ciągle pachniał odejściem ,światem ale tak powoli uspokajało się ojcowskie serce. Byli razem…
LEPSZY BRAT to wielu z nas takich poprawnych przestrzegających wszystkich zasad …takich z teczką pod pachą.A potem naraz widzisz jak wszyscy się cieszą bo ten obgadany do cna powrócił…Helo jak to? Nami nikt się nigdy nie zachwycił, nie powiedział dobrego słowa a tu?
Ilu synów marnotrawnych zatrzymało się w pół drogi bo nie potrafiliśmy opowiedzieć im o dobrym Ojcu..to zastrzegliśmy tylko i wyłącznie dla siebie….
A.Gide opisuje w „Powrocie syna marnotrawnego” jak to młodszy syn opuszcza dom którego strzeże brat rygorysta. W tym domu było wszystko oprócz miłości.
I OJCIEC taki dobry, ciepły z ogromnymi ramionami i sercem.
Do prawdziwego przytulania ,bez ściemy…Nie sędzia, ale gotowy do pomocy, bez kija ,wymówek ,z sercem na dłoni. Dzisiaj świat, żony, dzieci walczą o takich ojców przy swoim boku ,choć niektórzy ciągle biegają w krótkich,chłopięcych spodenkach.
Musi mieć w sobie dużo dobrego słowa…dobrze że jesteś, jestem dumny z Ciebie…dobrze że się kiedyś spotkaliśmy…Ma być jak mocne drzewo o które wszyscy będą się opierać. Taką wybrał rolę….i tak przysięgał…
I TAKI JEST MÓJ BÓG który kiedy widzi swoje dziecko zawsze się wzrusza i ma łzy w oczach. I nawet gdybyśmy mieli tony błota na sobie zawsze zabiera rolę sługi a czyni nas swymi dziećmi. Czeka na każdego z nas w swoim Domu po drugiej stronie…
Ale coś tu nie gra…gdzie jest matka?Odeszła do kogoś innego?Zostawiła swoją rodzinę? Był wdowcem? Może dlatego tyle problemów bo zabrakło po prostu mamy i jej miłości….
Myślę że kiedyś Pan po drugiej stronie, kiedy siądziemy przy oknie z pierścieniem na palcu i w nowej szacie nam to wyjaśni…oby tylko tak się stało bo On czeka tylko co z nami?
mg
/kazanie na IV niedzielę Wlk.Postu rok C Sośnicowice/
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Przylecieli z nieba….

Nasz Pan Bóg posyła aniołów, aby nam pomagali w życiu. I szczególnie kiedy nie dajemy rady przyskoczy taki szepnie do ucha i idzie do przodu, bo inaczej tego, co dzieje się dobrego w całym kraju nie da się wyjaśnić. Nie ma po prostu żadnego logicznego wytłumaczenia kiedy widać tyle otwartych i dobrych serc. I tak z jednej strony spadają bomby, giną ludzie a z drugiej z serca wylewa się tyle dobroci. Usiąść na brzegu wanny i jak pisze ktoś w swoim wierszu Jezusie Jezusicku to przecież niemożliwe
tyle dobrego…To chyba są te momenty kiedy w nas budzi się coś więcej… prawdziwa nadzieja. Cóż z tego, że zabiją ciało dobroci nigdy nie zabiją bo mieszka przecież w ludzkiej duszy. Dzisiaj
powiedział do nas w liturgii Słowa stary Paweł nasza ojczyzna jest w niebie…no tak tam gdzie mój Ojciec, moja Matka i moi bliscy i niezliczone rzesze aniołów śpiewających o dobrym Bogu i człowieku, który stara się takim być…i jest.
Dzisiaj w naszym kościele modliła się razem z nami grupa uchodźców z Ukrainy, którzy przebywają na terenie naszej gminy.
Podeszli do mnie do zakrystii i bez problemu udało się nam dogadać. Mają ciągle załzawione oczy ale nie ma się czemu dziwić?
Mówią o swoim domu, ojczyźnie a potem chcieli książeczkę o naszej wierze. Są wszystkim ogromnie wdzięczni..przekazujcie to każdemu dobremu sercu u nas bo i u nas ci ogrom dobra którego ciągle doświadczają. Krótkie serdeczne spotkanie pewnie nie ostatnie…I teraz jeden z moich szalonych pomysłów a może byśmy wspólnie w kościele zrobili koncert dla naszych gości?
Mamy tyle muzykujących dzieci zresztą nad programem bym popracował…na pewno swój akces zgłasza NoemiRut. Fajnie gdyby koncert poprowadziła Natalia z TVP3/ona jeszcze tego nie wie bo tu kuje się żelazo póki gorące to oczywiście zależy także od tego czy będzie miała chwilę wolnego/ byłoby super. Termin gdzieś niedzielny wieczór za dwa tygodnie. Zaprosimy oczywiście naszych gości z Ukrainy a może i oni coś nam zaśpiewają? Tu chodzi o to byśmy tworzyli wspólnotę, byśmy poczuli ,że warto dla jednej miłości żyć jak to kiedyś śpiewaliśmy w piosence.
Aż się boję tej mojej pisany.Jak myślicie?No wiem wiem szalone…
W tej materii najlepiej rozumie mnie Michał który realizował moje szalone drewniane dosłownie pomysły.To jak robimy?
Aniołowie zakasać rękawy i powoli konstruujemy program..i oby jeszcze Natalia zgodziła się i inni ..a co tam jakoś musi być..
mg
Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby i na świeżym powietrzu

Trybun …ale jasełkowy

Czasy w których przyszło nam żyć wzbudzają ogromne napięcia w różnych sferach ludzkiego życia. Zobacz polityka..własne tysiąc strachów…obawy o przyszłość..pandemia i wiele innych mniej lub bardziej głośnych sytuacji. Pompujemy w siebie setki wiadomości i nawet nie chce mi się już wymieniać tych wszystkich popularnych mediów przeskakując z jednego kanału na drugi. Wszystko w nas biegnie na oślep gdzieś ku medialnej przepaści..ale ciągle dalej i więcej, kto i co i dlaczego. I potem jest ten moment kiedy trzaska się wszystkim i basta, koniec…
Kończy się pojemność jednego dnia tylko po to , by jutro zacząć ten taniec od nowa. Czasami nie poznajemy już siebie, łapiemy się na totalnym zagubieniu i dopiero trzeba ciszy i wyłączenia wszystkiego z kontaktu…i wtedy dopiero powoli wracamy do siebie.
W tej medialnej „sałatce” albo „bigosie” możemy spotkać tak zwanych trybunów. W dawnych czasach to był ktoś kto występował w imieniu ludu i próbował go bronić. Dzisiaj takich w mediach społecznościowych na pęczki. Przede wszystkim mają uszy i oczy otwarte na wszelkie nowości, to jest pokarm którym karmią swoją wyobraźnię. Treść zostaje błyskawicznie przetrawiona i następnie przelewana na komentarz w formie zdań podnoszących larum jaka to krzywda dzieje się narodowi. Nie jest ważne czy to jest prawda czy nie…byle napędza się machina hejtu. I zaczyna się wręcz Formuła 1 w pisaniu komentarzy..palce gorące..wszystko płonie łącznie z policzkami. Nie wolno jednej rzeczy uderzać w trybuna i stawiać mu wymagań..On występuje tylko w imieniu ludu i nic więcej. Stoi z boku i obserwuje jak toczy się dyskusja….Jego prawo rozdawać
laurki albo wymierzać rózgi.
Co ciekawe ,że kiedy przesadzi to nawet zwykły lud chichocze i stwierdza on?No bez przesady..ale on ciągle walczy w jedynej słusznej sprawie nawet kiedy go już nikt nie słucha.
W dobie medialnego zamętu świat potrzebuje kogoś kto buduje słowem pokój i ciszę a nie sieje wiatr…nawet kiedy nie wszystko wychodzi albo nie dajemy rady. Podgrzewanie już tak trudnej sytuacji nie prowadzi do niczego dobrego…Przekażcie sobie znak pokoju!
mg

Patrzeć i……

Ostatni czas w kapłańskim czytaniu brewiarzowym -chodzi o Godzinę Czytań -zajmował nam Hiob ze swoimi problemami. Historia stara jak świat, każdy zna jego losy jak z człowieka który miał wszystko stał się chorym żebrakiem . W jednej prawie chwili stracił dosłownie wszystko. Ktoś powie życie i tyle ,bywa i tak… i racja.

Mnie natomiast uderzył fragment Hiobowej księgi kiedy do nieszczęśliwego już naszego bohatera przychodzą jego koledzy.
Taki znany i nam obrazek kiedy bliscy przychodzą odwiedzić chorego. Tym razem o egzotycznych imionach Elifaz, Bildad i Sofar nie wymieniając już ich miejsc pochodzenia. To nie nasz Heniek, Janek i Zygmunt, których znamy jeszcze z podwórka ale coś na pewno bardzo podobnego. Przyszli, aby go pocieszyć i okazać mu swoje współczucie. Oj tych form mogło być wiele. Jedna z tych naszych rodzimych raczej tu , w tym miejscu nie do przyjęcia. Może i tak myśleli nim wyszli ze swoich egzotycznych miejscowości…jednak realia ich przerosły. Zaczęli płakać, rwać włosy i szaty i sypać się popiołem/a to nam jest znane/. A potem nie robili nic tylko przez siedem dni i nocy siedzieli i patrzyli. Nawet słowa nie powiedzieli….tylko siedzieli i palcem nie kiwnęli.
Tak naprawdę mógł ktoś poszukać lekarza, pobiec do jakiegoś bankiera po jakieś pieniądze…No nie zostawili tam swoją żałość i wspólczucie. Może i podali kubek z wodą albo poprawili poduszkę…
Gdzieś niedawno wymowny obrazek jak Ukrainka wyskoczyła do jednego z przywódców wołając nie zostawiajcie nas tak, nie patrzcie tylko na to…Tak doceniamy każdą waszą pomoc ale to tylko tak naprawdę tylko dalej patrzenie. Pomimo waszej pomocy dalej giną ludzie….Jeżeli pod kimś załamie się lód na jeziorze to nie biegnie się trzy kilometry po pomoc tylko samemu wchodzi do wody nawet gdyby zagrażało to życiu. Inaczej nikogo się nie uratuje…
Dziwny ten świat śpiewał Niemen na dawnym koncercie w Zabrzu i słyszałem to na własne uszy. I chyba tak jest…Cóż my małomiasteczkowi dalecy od wielkiego świata , staramy się jak możemy ,ale widzimy jak ten ogromny wojenny walec dalej rozgniata wszystko w rytm melodii granej przez szarlatana.
Pomimo fantastycznie zorganizowanej pomocy wojna toczy się dalej i dalej giną ludzie.
Siedząc przed TV oberwujemy tylko dalszy bieg wydarzeń ile rakiet, ile zabitych ludzi i co zostało zajęte. Popłaczemy, pożałujemy jak kumple Hioba…Nie wiem co robić…choć gdzieś tam przecież znamy odpowiedź ale to by nas Europejczyków i nie tylko mogło kosztować bardzo dużo, ale pewnie by nastąpił pokój
Dzisiaj każdy z nas jest po trochu Elifazem, Bildadem i Sofarem..
Tak naprawdę po prostu boimy się i to jest ludzkie i prawdziwe a z drugiej strony co będzie dalej kiedy zabraknie Ukrainy?
Starczy rozważań..jutro zaczynamy Wielki Post i będzie chyba rzeczywiście wielki…oby tylko swoim przesłaniem wybudował prawdziwy pokój…tego przecież wszyscy tak bardzo pragniemy.
mg.
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, pies i w budynku

Posolony ogniem….

Puk, puk to ja Środa Popielcowa wchodzę już po schodach by zapukać za chwilę do drzwi. Jeszcze parę godzin adoracji i wchodzimy w nowy czas.
Dzisiaj wszędzie dużo ognia. Czytamy o licznych pożarach tu i tam, odwadze strażaków i obserwujemy jak wszystko powoli zamienia się w proch. Z bólem serca spoglądamy na płonącą Ukrainę i widzimy jak to co budowano latami zamienia się powoli w zgliszcza i ruiny bez żadnego celu i uzasadnienia.
W jednym z mocnych opowiadań z książki „Straszydło” która opisywała zachowania niegrzecznych nomen omen dzieci jest zawarta historia Paulinki. Pewnego dnia rodzice zresztą bardzo troskliwi wychodzą zostawiając ją samą z dwoma kotami. Dziecko jak wiadomo ciekawskie i zawsze chodzące swoimi ścieżkami penetrując rozliczne szuflady odkrywa zabronione pudełko zapałek. I zaczęła się zabawa do momentu ,kiedy wszystko zaczęło się palić..spłonęło i dziecko. Tragiczny finał zabawy..na podłodze tylko grudka popiołu i ocalałe jakimś dziwnym trafem buciki. Opowiadanie to wykorzystał także Rammstein w swoim niezwykle przejmującym utworze Hilf mir….
Tyle zostanie po każdym z nas…Dzisiaj widać to szczególnie na pogrzebach z urną.
Prochem jesteś i w proch się obrócisz…
Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…
Takie słowa usłyszymy kiedy kapłan będzie nas znaczył poświęconym popiołem. Mogę powiedzieć, że od tego momentu zostałem naznaczony, mam być inny, zostawiać same dobre ślady, pamiętać o Bogu i człowieku.
Nawróćcie się do mnie całym sercem woła Joel, płaczcie, dmijcie w róg , bo ma się zacząć coś nowego w życiu każdego z nas…ale jak to zrobić?
Daje nam Pan dzisiaj trzy klucze:
Modlitwa-parę słów dobrych, ciepłych,rano i wieczorem dla Niego który cały czas troszczy się o mnie. Pogadaj z Nim jak z dobrym Przyjacielem, odkryj to dla siebie.
Post- bolesne doświadczenie rezygnowania z przyjemności.
Wyrabiać w sobie umiejętność rezygnacji..długa i ciężka droga , ale warto.
Jałmużna- tu chyba dzisiaj jesteśmy najlepsi.Widzimy ogrom pomocy płynącej dla potrzebujących. Możemy sobie dać szóstkę z życia. Jak to fajnie, że mamy choć jedno miejsce gdzie naprawdę nie musimy specjalnie niczego zmieniać. Bóg to swoim niebieskim piórem wszystko zapisuje ,by kiedyś no wiesz co…
A wiesz dlaczego tak robimy? Bo On nas tego wszystkiego po prostu nauczył. Nigdy niczego dla Siebie zawsze dla nas. I nawet ci którzy Go nie dostrzegają zawsze robią to w Jego imieniu…
Pisze o.Ermes Ronchi
„Ukrzyżowany Jezus nie przełamuje nikogo,przełamuje Siebie.
Nie przelewa niczyjej Krwi tylko Swoją. Nie poświęca nikogo tylko Siebie”.
Pragnie , by na końcu ta pozostała po nas grudka popiołu była czymś wyjątkowo wartościowym. No cóż Naznaczeni jutro rozpoznają nas wszędzie, niczego nie ukryjemy. Czyńmy dobro,
uśmiechajmy się pomimo lekko doskwierającego głodu/jutro post ścisły/. Nie zapominajmy o dobrym słowie…
Niech nas posoli ogniem , by wytopić z nas to co słabe…by na dnie została być może malusieńka ale grudka czegoś dobrego,
mojego…dla Ciebie Panie….Ogień mnie lubi…
mg
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i na świeżym powietrzu

Już dzisiaj zbombardowani….

słowem , które szybciej lub wolniej wycieka z rozlicznych wiadomości. Rozpoczął się jakiś wyścig w przekazywaniu…w doborze ilości komentatorów i sprawozdawców…mądrych jak zawsze głów które już dawno wiedziały albo widzą jak to wszystko poukładać. Słowo goni słowo..rosną słupki zabitych przyjaciół i wrogów…Pojawia się ilość zniszczonego wojennego sprzętu i mapki pokazujące jak jeszcze daleko…Każdy nadawany program ma swoją grafikę i grono debatujących i przekazujących.
Litery krzyczą swoją wielkością…Nie mówi się już raczej o niczym innym…
No tak zaprawieni , przecież jeszcze niedawno taki był przekaz dotyczący pandemii. Prawie dokładnie to samo ..które tereny cierpią najbardziej, ile osób zmarło danej doby i te wielkie krzyczące litery zwiastujące strach i pytanie a co znami? Obronię się czy nie? Damy radę przestrzegać restrykcji sanitarnych?I czas gonił się ze śmiercią do momentu kiedy mimo wszystko człowiek wygrał przynajmniej w jakimś stopniu z małym wirusem , bo wynalazł na szybko szczepionkę.
Może to jakieś mgliste światełko dla nas?Może znowu pojawi się mądry człowiek , który powie BASTA! I rozwiąże problem. Nie wiem jak ,ale wierzę, że ludzie potrafią dokonać rzeczy wielkich.
No wiem trzeba zaczynać od siebie małomiasteczkowy kaznodziejo. Więcej dla siebie wzajemnie ciepła, życzliwości, dobrego słowa, bo widzimy jak wszystko może w jednym momencie, tak nad ranem o 4 po prostu runąć. Jezus miał doskonały plan przykazanie miłości i gdybyśmy wszyscy to podjęli to dzisiaj takich problemów , by nie było.
Nic…dalej trzeba czekać. A co robimy? Już wczoraj zaczęło się gromadzenie zapasów gdyby tak…Nikt już dawno nie widział takich tłumów na stacji benzynowej, w sklepach wykupywana jest żywność…Cała ta machina niesamowicie wpływa na każdego z nas…Trzeba słuchać dzisiaj także tych, którzy nami kierują..Oni znają sytuację mam nadzieję ,że najlepiej…a więc może nie wpadajmy w panikę.
I chyba warto od czasu do czasu po prostu wszystko wyłączyć, nie muszę być tym najlepiej poinformowanym w domu. Pragniemy dzisiaj ciszy i tylko ciszy, a także pokoju w ludzkim sercu , bo od tego wszystko się zaczyna. Z wnętrza człowieka mówi Jezus pochodzą rzeczy dobre ale i złe…Może my jako ludzie wiary przypuścimy szturm na niebo i umówimy się na jedną 10 różańca dziennie prosząc o pokój na świecie i ludzkim sercu.
Tego nie będzie widać, ale gdzieś tam przed Panem będziemy znowu jako jedna wspólnota modlących się i proszących.
Od niedzieli rozpoczynamy adorację Najświętszego Sakramentu. Może podejść na chwilę i porozmawiać ze swoim Panem?
To czas w którym tylko zyskujemy dla swojego ducha….I spróbujmy być razem we wszystkim tylko tak damy radę ,nie inaczej…
mg
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Schron

No tak w naszym ogrodzie rzeczywiście jest prawdziwy schron. Podobno wybudowany przed wejściem Rosjan do naszego miasteczka. Tam znalazły schronienie księgi parafialne… obawiano się bowiem, że wyniku działań wojennych mogą ulec zniszczeniu. Myślę, że i ówczesny ksiądz mógł tam znaleźć dla siebie bezpieczne miejsce.
Powiem , że nasz schron przez lata był zapomniany i zaniedbany.
Dopiero nasze ostatnie nagranie Drabiny Jakubowej spowodowało, że zajęliśmy się tym naszym miejscem. Popularnie mówiąc ogarnięte naszą pracą nabrało nowego, ciekawego blasku co można zobaczyć na załączonym filmie…Nigdy nie myślałem, że może jeszcze kiedyś zostać wykorzystany oprócz kręcenia filmów albo szukania wyjątkowych pajęczyn. I tak było do dzisiejszego poranka….
Każdy wie co się wydarzyło. Wszystkie portale krzyczą na czerwono Wojna!Inwazja! Cała ta karuzela spekulacji czy wejdą czy nie nabrała rozpędu.Weszli….bez pardonu, zastanawiania się, jakiś pohukiwań z tej i owej strony po prostu weszli z całym impetem i pytamy tylko gdzie się zatrzymają. Ogromny ludzki walec przetacza się przez piękny ,cichy kraj, bez paszportu, pozwolenia i niszczy wszystko po drodze , ale w imię czego? Nie wiem…Dzisiaj wczesnym rankiem w SMS nastoletnia Amerykanka Julia pytała ale po co mu to? Przecież Putin ma taki wielki kraj..dlaczego bomby na Ukrainie? Ciągle mało…ziemi…kasy…
władzy…
Patrzę na zdjęcie małego człowieka siedzącego za ogromnym stołem .Ma nieograniczoną władzę. Prawdziwy „chłopak” w spodenkach moro…Dokładnie w spodenkach, bo do dorosłych spodni jeszcze mu daleko. Uruchamiam przykazanie miłości nieprzyjaciół i walczę ze sobą i pytam Panie Jezu dlaczego musimy dzisiaj ledwo po pandemii mieć kolejne dylematy? Mało tego wszystkiego?Jeszcze więcej Suplikacji i wołania i modlitwy?Ostatnio nam kościoły lekko opustoszały może teraz ludzie znowu wrócą , bo przecież jak trwoga to wiadomo do Kogo?
Nie wiem może wrócimy znowu do początku kiedy zaczniemy cenić każdy kawałek chleba, ciężko zdobyty grosz…Zejdziemy z ołtarza naszych śmiesznych poglądów i wrócimy po prostu do Ciebie?Bo gdzie pójdziemy?Powiedz gdzie?
Cicho nad moim Miasteczkiem i dobrze, ale zdaję sobie sobie sprawę, że wystarczy chwila by i u nas zawyły syreny. Naprawdę dzisiaj sytuacje książkowe stają się przerażającą rzeczywistością.
Pamiętam jak moi bliscy opowiadali o wojnie, jak oglądaliśmy to w TV ale nie było to realne ,bo należało do historii. Dzisiaj rano jednak skończyły się żarty…
Pytasz co dalej?Nie wiem…Bóg wie.Nam musi wystarczyć modlitwa, ciepła dłoń tego, co obok i czekanie…Ostatni czas daje nam wszystkim naprawdę w kość … może to chwila na refleksję i pewne przewartościowanie swojego życia i zachowania?
Smutno i szaro…cieszę się , że z okna widzę mój kościół, mam gdzie pójść w trudnej chwili a i jeszcze schron…ale czy bym się tam schował?Nie zostaje z moimi parafianami do końca…do końca …tam bym tylko zaniósł księgi, by kiedyś inni o nas poczytali…Jeżeli Bóg z nami któż przeciwko nam?
mg
Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku

Czerwone policzki…….

W dobie kiedy świat stoi na progu wojny…kiedy kolejne delegacje i osoby, próbują coś tam ustalać, a jeden i tak wie najlepiej łatwo powiedzieć kto jest przyjacielem a kto nim nie jest…Świat podzielony na dwa kolory biały i czarny…
Najbardziej chyba szkoda tych zwykłych ludzi , nas ale i tych w mundurach i to po jednej i drugiej stronie, którzy muszą brać udział w tym całym montowanym przedstawieniu jednego reżysera. A pytał się kto czy chcemy? Generalnie jest bezpiecznie…kosmici nie planują agresji na Ziemię ,ale tu pierwszorzędną rolę odgrywa wybujała ambicja określonych osób.
Podobne wojenki i to niekiedy misternie zmontowane prowadzimy także i w naszych środowiskach i rodzinach. No przecież ksiądz rozumie dom im przepisała a my?A ten kawałek ziemi to od dawna nam się należał i co?Plus mnóstwo innych mniejszych lub większych rzeczy, ale wojna musi trwać. Rozkazy wydano kogo pozdrawiamy a kogo nie, z kim z rozmawiamy ,a kogo omijamy z daleka. Dla reszty zacięta mina i cisza…
I to wszystko zostało wyjęte z naszego katolickiego świata. Nie…nie jesteśmy inni i jeszcze te meandry pokrętnych , cichych tłumaczeń dlaczego tak się stało i kto ma rację.
Stajemy dzisiaj przy bogato zastawionym stole Słowa Bożego VII niedzieli zwykłej. Kładziemy na nim swoje dłonie i mocno opieramy….
Dotykamy oczami tekstu z pierwszego czytania. Dawid ma okazję
by się zemścić na Saulu. Abiszaj gotowy do zadania ciosu…w końcu zabrali jeszcze tylko dzbanek z wodą.
Uczucie zemsty, cichy zabójca drzemiący w każdym z nas. Potrafi kalkulować, przerabiać różne opcje by zadać jak najwięcej bólu. Taka cicha satysfakcja biegająca po człowieku, że jeżeli tylko nadarzy się okazja to….
Ile razy jako ksiądz miałem możliwość dokonania „słodkiej”jak to mówimy zemsty. Najpierw dużo krytyki i śmiechu z wiary i wierzących, bezustanne szczekanie a potem skomlenie o okruch Bożego Miłosierdzia i dostał czego chciał bez krzty wypominania. Jak na pogrzebie trzeba oszczędzać ludzkie biografie , by czasami gdzieś tam kątem prawda się nie wymksnęła , bo co by ludzie powiedzieli ..malować trzeba i jeszcze raz malować, by jakoś wyszło. A na końcu i tak było źle ,bo każdy czytał po swojemu…
Bóg uczy nas nadstawiać drugi policzek. Kiedyś chiński prezydent Xî Jinping powiedział”Wy na Zachodzie macie zwyczaj nadstawiania drugiego policzka kiedy dostanie się w pierwszy. W naszej kulturze z całą siłą oddajemy”
Jezusowe przykazanie miłości nieprzyjaciół jest czymś wyjątkowym mogącym dokonać przysłowiowej rewolucji w naszych sercach. Przekracza nas to całkowicie..bywa, że nie dajemy po prostu rady. Pan stawiając nam wymagania wypełnia je do końca. Pokazuje, że można inaczej…Zaprasza nas do ogromnego wysiłku i ufa nam że tego dokonamy…Trzeba zgiąć jednak kark i kolana..
Żyjemy w społeczeństwie gdzie liczy się marka. Lubimy nosić rzeczy określonych firm…jeździć samochodami znanych marek mówimy o tym i zachwalamy to…
Charlie Chaplin znany był ze swego wąsika, kapelusza i czapki,
Niki Lauda nosił zawsze czerwoną czapeczkę i takich postaci można by wymienić więcej.
Może naszym chrześcijańskim znakiem, wypływającym z przeczytanego Slowa Bożego powinny być czerwone policzki?
Oczywiście to jakiś obrazek, przenośnia, ale czy to nie powinna być nasza marka?
Tu ważną rolę odgrywają też dłonie ,bo nimi wymierza się policzki
/jest teraz nawet taki dziwny sport jak się okładają/. A może lepiej je złożyć, aby się za innych pomodlić albo błogosławić tych , co przeklinają. A może wyciągnąć w kierunku drugiego szczególnie tego,który ma mniej…
Antoine Leiri stracił żonę w zamachu dokonanym w Paryżu przez ISIS. Napisał takie słowa”Nie dam wam powodu byście myśleli, że was nienawidzę, tak zasłużyliście na odwet i zemstę..chcecie , bym się teraz bał nic z tego, żebym już nigdy nikomu nie ufał..przegraliście…ja dalej będę żył”
A co za to? Odmierzą nam miarą dobrą utrzęsioną i ubitą..Bóg da nam pełne szczęście i tam nie będziemy już musieli mieć czerwonych policzków….i o to chyba chodzi..
mg
Kiedyś jeszcze napiszę o tej włóczni Saulowej ,bo jakoś mnie to mocno inspiruje…no i dzbanku z wodą.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Może być zdjęciem przedstawiającym 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

Trzymając sieci w zziębniętych dłoniach….

Prawie każdy z nas otrzymał kiedyś kartkę ,albo zobaczył na własne oczy oczy sielski, nadmorski obrazek…rozwieszone na długich patykach suszące się sieci rybackie, a obok stary kuter…wszystko to na tle pięknie zachodzącego słońca.
Sieci..parę związanych sznurków, narzędzie pracy zwykłego rybaka, te mniejsze i większe..ciągle mokre…niezbędne do ciężkiej pracy człowieka morza.
Dzisiaj to słowo posiada wiele znaczeń. To skupisko sklepów tej samej marki, ludzi będących w tej samej sieci telefonicznej czy osób,grup wyznających podobne poglądy. Tym co przebija jednak wszystko pozostanie nieśmiertelny internet. Gęsta sieć,
która ogarnęła prawie każdego z nas może wyłączając to naprawdę starsze pokolenie. I do tego jeszcze pandemia , która wielu wręcz zmusiła do korzystania z tej formy kontaktu.
Prawie nie opuszczamy tej sieci, nie wychodzimy z niej.Łączność
pomagają utrzymać rozliczne elektroniczne gadżety z którymi nie rozstajemy się prawie z nimi śpimy. Ciągniemy je za sobą w każde możliwe miejsce byle brzęczało….Szczytem …telefon noszony przed sobą jak najdroższa rzecz , prawie relikwie. Nie można wypaść z sieci, trzeba cały czas kontrolować ekran a nuż ktoś się odezwie. Przed Adwentem rozdałem postanowienia a na jednym w określony dzień tygodnia „przez dwie godziny nie spoglądaj w telefon”. Tylko to zostało skomentowane przez jedną z parafianek jak ja to zrobię?To chyba niemożliwe…Prawdziwa sieć w której mówiąc biblijnie”poruszamy się, żyjemy i jesteśmy”.
A i Kościół wykorzystuje tę formę dotarcia do potencjalnego wierzącego lub ateisty. Łowi ludzi dla Królestwa, zachęca do spotkania z Bogiem nigdy jednak nie zastąpi osobowego spotkania w prawdziwym kościele. Mojżesz otrzymał 10 przykazań na Synaju a nie kupił na Ebay…ci pierwsi którzy poszli za Jezusem nie są z Twittera ,ale Pan ich osobiście powołał.
Ktoś kiedyś napisał” Bóg nie ma telefonu a rozmawiam z Nim, nie jest moim znajomym na FB a jest moim przyjacielem, nie jest na Twitterze a podążam za Nim”.
Bóg powołuje człowieka na różne sposoby tak jak u Izajasza.
Pan siedzi w majestacie na swoim tronie i przed Nim człowiek sparaliżowany Bożym zaproszeniem…Skarży się , że jest zgubiony, nie da rady, boi się. Dzieli ich przepaść grzechu dlatego fruwające Serafiny muszą ogniem oczyścić jego usta co też czynią skwapliwie wypełniając Bożą wolę. I wtedy dopiero Bóg posyła go na drogę połowu ludzkich serc…
Każdy Serafin wyjątkowy posiadający 3 pary skrzydeł/ale fajnie co?/…Pierwsze zakrywają nogi , nikt nie może uciec od Boga, drugie twarze nikt nie może oglądać Stwórcy i trzecie do wzbijania się w górę ,aby oderwać się od świata.
W Ewangelii Jezus każe zarzucić Piotrowi sieci a potem wybiera go jako rybaka ludzi. I ten rusza jak stary Santiago z powieści Hemingwaya. Powieściowy rybak po wielu perypetiach wrócił do swojego portu z ogryzionym szkieletem wielkiej ryby. Ważne, że znowu uwierzył iż on Santiago jest w stanie dalej łowić ryby.
Jak Hiob kiedy zbiera się po strasznych przeżyciach…Abraham kiedy wyrusza w nieznane…Jakub kiedy walczy z Bogiem i Piotr który zaczyna łowić ludzi dla Królestwa.
Ryba to każdy z nas mniej lub bardziej zanurzony w mule tego świata. I potrzeba nam tego światła i pomocy sieci , by zbliżyć się do Pana.
Ile razy prosiłem może sakramenty św.?Zapraszam do nas na Mszę św.? Tak naprawdę ten Kościół nie jest taki jak o nim czytasz. Jest miejscem świętych i grzeszników i wierz mi tych pierwszych jest naprawdę więcej…Bóg patrzy na nas jak na rozwydrzonych małolatów ,ale ma ręce ciągłe gotowe do otwarcia i przytulenia jeżeli tylko chcesz znaleźć się w Jego sieci.
Pyta tylko czy ty mi wierzysz?
Sam przekazał Kościół w ludzkie, słabe dłonie…bywa, że mocno wychłodzone i zziębnięte. I w nich trzeba silnie trzymać sieci…bo i fala wysoka i wiatr niesamowity….
mg
/rozważanie oparte o teksty V niedzieli zwykłej rok C/
Może być zdjęciem przedstawiającym 4 osoby i w budynku